Co się stało?

A no co się stało? Stało się to, że przestało mi się podobać to całe ratownictwo. Okazało się, że wolę długie paznokcie, koszule i rozpuszczone włosy od ciężkiego zapieprzu za marne parę groszy. Pomijam fakt, że moi znajomi po ratownictwie nie maja pracy. Poza tym kiedyś chcę mieć dzieci, a już teraz powinnam o tym zacząć myśleć. Jako ratownik średnio bym miała dla nich czas. Ja tak nie chcę żyć i już. Do tego doszły moje chore ambicje, że jako 22latka nie powinnam już siedzieć rodzicom na plecach i się usamodzielnić. Zawsze miałam średni z nimi kontakt. Może też dlatego, że jestem uparta a z ich strony nigdy nie miałam wsparcia.

Spakowałam się i z pomocą 2 kobietek przeprowadziłam się do Wrocławia. 🙂 Mieszkam z kolegą w jednym wynajmowanym pokoju. Nie mogę powiedzieć, że jest lekko, ale nie narzekam, bo na początku nigdy nie jest łatwo. Po 4 dniach dostałam zaproszenie na rozmowę o prace. Poszłam, później II etap (szkolenie) no i mnie przyjęli. Popracowałam 2 tyg z niesamowicie pozytywnymi ludźmi. Niestety to nie była praca dla mnie. Poza tym, że ludzie, szef, pensja mi odpowiadały, bardzo źle czułam się wykonując tą prace. Chodzenie po małych miasteczkach i zaczepianie ludzi mnie nie bawi. Uwielbiam kontakt z ludźmi. Naprawdę lubię sobie z nimi pogadać, ale nie potrafię kłamać w żywe oczy. Aczkolwiek poznałam jednego uroczego pana z jednego z Dolno Śląskich miasteczek. Bardzo żałuję, że nie skorzystałam z zaproszenia na kawę i uniosłam się honorem. Był moim odpowiednikiem ideału faceta. <3 Pozdrowienia dla tego pana z srebrnej „RENÓWKI”. Tak więc przerwałam szkolenie i na majówkę pojechałam do siebie, do domu. Wróciłam tydz temu i znowu szukam pracy. Niestety jestem zapraszana na rozmowy jako akwizytorka, albo kasjerka w markecie. Nikogo nie chcę urazić, ale chcę mieć pracę w której będę się dobrze czuć. Dla mnie w pracy najważniejsza jest atmosfera. Tak więc… szukam dalej. 😀 Nie można tracić nadziei.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz